Jeszcze niedawno czułam się jak moralny wyrzutek społeczeństwa, której nawet Coldplay nie mógł pomóc. Nic. Nawet przyjaciele, rodzice. Może to właśnie był ten problem? Dobrze że ta pustka powoli napełnia się pozytywnymi uczuciami i powoli życie pokazuje mi że warto z niego korzystać. Tak więc odkładamy wszelakie ostre narzędzia.
Hope, hope, hope, hope. Chyba znów się gubię w linii" rzeczywistość a fikcja". Coraz więcej jest marzycieli, tylko czemu tak mało z nich sięga po ich realizację?
Ostatnio widzę te fałszywe twarze, co się dzieje?
Poza tym, właśnie wzieło mnie na wewnętrzną refleksję. Tak, każdy chce miłości. I mówie to o tej rodzicielskiej. Możemy my po prostu jej nie dajemy? Albo tak jesteśmy zatraceni we wszytskich podarunkach od nich że nawet nie zauważamy tego jak oni nas kochają? A my po prostu mamy gdzieś to że powinniśmy ich szanować. Mamo, przepraszam za niedziele. Powoli do mnie to dociera. Czy jest szansa na stanie się lepszym człowiekiem?
Zielona szkoła wypadła jak najlepiej! Zdjęcia - kiedy indziej. Tak jak relacja.
Powoli zacznę ogarniać wasze blogi, no stress.
+ Uwielbiam domowe latte <3 W końcu doczekałam się Dolce Gussto w mojej kuchni!